
Od wieków miłość jest przewodnim tematem artystów, poetów i pisarzy. Współcześnie niemalże każdy film zawiera wątek miłosny. Ten stan umysłu jest obiektem tęsknoty ludzi na całym świecie (często nieuświadomionej), a jednocześnie… źródłem wielu nieszczęść i tragedii. Nie potrafiłem odnaleźć badań, które pozwoliłyby określić, ilu ludzi traci życie (morderstwa, samobójstwa) z powodu uczucia zazdrości, która powszechnie uznawana, jest jako efekt miłości. Wiele aktów przemocy w rodzinie, to również efekt zazdrości i niezaspokojonej potrzeby miłości.
Miłość - wieloznaczne pojęcie.
Kiedy mówimy o strachu, radości czy smutku, nikt nie ma wątpliwości, co kryje się za tymi określeniami. Kiedy jednak mówimy o miłości, może być ona kojarzona ze szczęściem, spełnieniem, ale także z bólem i cierpieniem. Powstał pewien paradoks. Tym samym pojęciem określamy uczucie, które kojarzone jest z troską, życzliwością, a także zazdrością, a nawet nienawiścią. Miłość kojarzy się nam ze szczęściem, a jednocześnie w jego wyniku pojawia się tyle ludzkich tragedii, co bezsprzecznie pokazuje zarówno historia, jak i współczesność.
Skąd taka niejednoznaczność ?
Na zrozumienie tego zjawiska pozwoliła stosunkowo nowa dziedzina nauki – neurobiologia. Za sprawą bardzo precyzyjnych urządzeń, pozwalających na badanie aktywności mózgu w różnych stanach umysłu ( również w stanie zakochania), neurobiolodzy dostrzegli proces tworzenia się uczuć i emocji.
Okazało się, że ułamki sekund wcześniej, zanim pojawią jakieś doznania w części mózgu odpowiedzialnej za naszą świadomość, wcześniej aktywizuje się kilka innych neuronalnych sieci (neuron – podstawowa komórka mózgu). W ten sposób można by powiedzieć, że to, co odczuwamy na poziomie naszej świadomości przypomina związek chemiczny powstały z kilku pierwiastków. Neurobiolodzy odkryli trzy struktury neuronów , które w sposób szczególny uaktywniają się w stanie zakochania. Ich produktem są „pierwiastki”, tworzące „związek chemiczny” – miłość. Jest tam „pierwiastek” wyrażający popęd seksualny, inny wyraża potrzebę miłości (potrzebę bliskości), a kolejny - czystą, bezwarunkową miłość.
Każdy z nich jest niezbędny i pełni ważną funkcję.
Bez popędu nie zapewnilibyśmy sobie zachowania gatunku. Dzięki potrzebie miłości (bliskości) zabiegamy o kontakt z partnerem/ partnerką. Tu odpowiedni mechanizm dba o to, aby zaabsorbować naszą uwagą ukochaną osobę. Potrzeba miłości sprawia, że tęsknimy, a kiedy po okresie nie widzenia się spotykamy ukochaną osobę, odczuwamy szczęście. Jest to jednocześnie informacja, że potrzeba ta została na ten moment zaspokojona. Z kolei trzeci „pierwiastek” miłości wyzwala troskę i życzliwość.
Mieszanina tych trzech „pierwiastków”, które mogą występować z różnym poziomem aktywności, tworzy określony „związek chemiczny” oraz adekwatne do niego zachowania.
Na szczególną uwagę zasługuje efekt, jaki daje zawyżony poziom „pierwiastka” odpowiedzialnego za potrzebę miłości.
„Dla większości ludzi problem miłości tkwi w tym, żeby być kochanym, a nie w tym, by kochać.”
E. Fromm – „Sztuka miłości”
Kiedy Fromm pisał te słowa, struktura mózgu nie była tak dokładnie znana jak dziś. Jednak ten wnikliwy obserwator ludzkich zachowań, dostrzegł, że w relacjach pomiędzy kobietą i mężczyzną pojawia się czysta miłość, którą nazwał miłością własną oraz potrzeba miłości. Odróżnił on zasoby miłości własnej, które pozwalają być dawcą miłości, od potrzeby miłości.
W rozumieniu Fromma „pierwiastek” miłości własnej manifestuje się bezwarunkową troską, życzliwością i akceptacją. Modelowy opis przejawów tej miłości możemy odnaleźć w Biblii :
„Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się. Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego. Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale raduje się z prawdy.” (I Pawła 13.4-6).
Z kolei potrzeba miłości sprawia, że jesteśmy biorcami tego uczucia. Potrzebujemy kontaktu, bliskości, zainteresowania i życzliwości.
Dziś neurobiologia oraz obserwacja relacji partnerskich, dostarcza jednoznacznych dowodów, potwierdzających tezę głoszoną przez Fromma. Neurobiologia wykazała, że jedna struktura mózgu aktywizuje się, kiedy obdarowujemy innych naszą miłością, czyli kiedy kochamy, a inna, kiedy potrzebujemy miłości innych, czyli chcemy być kochani. Jednocześnie obserwacja relacji partnerskich potwierdza powszechność występowania zawyżonej potrzeby miłości. Mówi o tym statystyka rozwodów (co trzecie małżeństwo w Polsce rozwodzi się) oraz kroniki policyjne.
Złość, agresja, przemoc, psychoterror, zazdrość, to bez wątpienia nie są „produkty” miłości zdefiniowanej w Biblii i tej, o której mówi Fromm, lecz są efektem nie zaspokojonej potrzeby miłości.
W ujęciu mechanizmów psychologicznych, potrzeba miłości działa jak popęd. Im ma ona wyższy poziom, tym silniejsza pojawia się potrzeba jej zaspokojenia. Odpowiednie mechanizmy psychologiczne angażują uwagę do monitorowania postaw i zachowań partnera/partnerki. Wypatrują wszelkie przejawy miłości (jak również ich brak) wyrażone w gestach i słowach.
Kiedy partner (dawca) wyraża swoją miłość, przytula, koncentruje uwagę na osobie posiadającej zawyżoną potrzebą miłości (biorca), wyzwala to w niej wyjątkowo pozytywne uczucia. Wtedy pojawia się silne poczucie bezpieczeństwa i szczęścia.
Kiedy jednak zawyżona potrzeba miłości nie jest zaspokojona, wyzwala to ból psychiczny, a nawet cierpienie. Dla psychiki takiego człowieka jest to stan zagrożenia. Uruchamia się mechanizm obronny, wyzwalając reakcje przyjmujące strategię „walki” albo „ucieczki”. Stąd pojawia się złość, agresja, a nawet przemoc albo przeciwnie - ból, cierpienie i depresja.
Kocham cię, czy potrzebuję twojej miłości ?
To co odczuwamy w relacjach z osobą, którą uznajemy, że ją kochamy, to efekt końcowy trzech „pierwiastków”. Pomińmy w naszych rozważaniach ten odpowiedzialny za popęd. W takim ujęciu nasze uczucie miłości składa się z bezwarunkowej troski i życzliwości oraz z naszej potrzeby miłości. Za słowami kocham cię, kryje się efekt działania dwóch skrajnie różnych „pierwiastków”. Ile w zdeklarowanym uczuciu miłości, jest tej prawdziwej, bezwarunkowej, którą Fromm nazywa miłością własną, a ile prośby o miłość ?
Niestety większość ludzi, co stwierdził Fromm, oraz co potwierdzają badania psychologiczne, posiada wysoki, a niekiedy nawet bardzo wysoki poziom potrzeby miłości. Za ich słowami kocham cię, kryje się głównie prośba i prowokacja do usłyszenia zapewnień o miłości do nich.
Brak powszechnej świadomości istnienia tak różnych „pierwiastków” składających się na uczucie określane mianem miłości sprawia, że ludzie mówią tylko kocham cię.
Ten sam komunikat wyraża tak skrajnie różne uczucia! W ujęciu matematycznym, wartość bezwzględna potrzeby miłości i miłości własnej jest ta sama, jednak znak tych uczuć jest zupełnie inny. Miłość własna to dawanie, a potrzeba miłości to branie.
Istnieje pilna potrzeba włączenia w nasz język określeń, które odróżniałyby te pojęcia. Znacznie poprawiłoby to komunikację międzyludzką i w ten sposób zapobiegło wielu konfliktom, a nawet tragediom.
Innym problemem jest,
c z y i s t n i e j e m o ż l i w o ś ć o b n i ż a n i a z a w y ż o n e j
p o t r z e b y m i ł o ś c i ?
Każdy z nas ma ją wpisaną w „oprogramowanie” swojej psychiki (określenie przyczyn powstania jej zawyżonego poziomu wykracza poza zakres niniejszego artykułu), co powoduje że jest ona nienaruszalna. Możemy jednak rozwijać świadomość jej istnienia, co osłabia, niekiedy znacznie, jej wpływ na nasze zachowania i postawy. Możemy również rozwijać umiejętność sięgania po osobiste zasoby miłości własnej, które posiada każdy, i które skutecznie neutralizują zawyżoną potrzebę miłości. W ten sposób każdy z nas, bez względu na poziom naszej potrzeby miłości, może tworzyć „uczuciowy związek chemiczny” , który będzie jednocześnie najlepiej sprzyjał relacjom partnerskim oraz naszemu samopoczuciu.
Miłość własna, o której tu mowa nie jest tą samą, o której mówi Frued, a która prowadzi do narcyzmu. Jest to „pierwiastek”, o którego istnieniu czytamy w Biblii. Mówił o nim Jan Paweł II i ksiądz Józef Tischner. Nieustannie nawiązuje do niego Dalajlama.
Rozwijanie umiejętności sięgania do miłości własnej jest najważniejszym zadaniem każdego człowieka, i to nie tylko z powodu wyznawanej wiary i głoszonej przez nią potrzeby kochania bliźnich.
„Pierwiastek” ten sprawia, że skutecznie potrafimy stawić czoła wyzwaniom współczesnego świata, że decyzje i wybory jakich dokonujemy stają się dla nas najlepsze, a racje z innymi przyjmują satysfakcjonującą formę niemalże dla wszystkich.
Niezbędnym warunkiem sięgania do osobistych zasobów miłości własnej jest wiara w jej istnienie. Kiedy tylko się ona pojawi, niemalże natychmiast pojawia się również droga do miłości własnej.
Czy nie najlepszym rozwiązaniem byłoby zdefiniowanie czym jest miłość, tak aby nie mylić jej z potrzebą miłości ? A może by skorzystać z modelu opisanego w Biblii ?
Działania te o tyle są pilne, że coraz więcej ludzi cierpi z powodu zawyżonej potrzeby miłości. Brak powszechnej świadomości prawdziwego źródła tych cierpień sprawia, że wszelkie działania zapobiegawcze są nieskuteczne.
Józef Przemieniecki