| Posłuchaj ekspertów
Myślenie ma kolosalną przyszłość...
Zgodnie z zachodnimi wzorami, zagadnięci, co u nas słychać, uczymy się odpowiadać pozytywnie. Spotykając znajomych ograniczamy nasze zwyczajowe malkontenctwo, nie zanudzamy litanią naszych nieszczęść, nie zmuszamy do wysłuchiwania historii naszych chorób. Promienny uśmiech, postawa człowieka sukcesu, energiczny uścisk dłoni i zapewnienie, że wszystko układa się świetnie, oto jedna z wprowadzanych w życie amerykańskich recept na stworzenie wokół siebie aury osoby, której (bez względu na to, co dzieje się naprawdę) świetnie się wiedzie.
Z jednej strony ten nowy sposób zachowania ma niewątpliwe plusy. Nie obciążamy już swoimi kłopotami innych, nie zrzucamy na ich barki swoich problemów, uwalniając ich od zakłopotania czy współczucia. Z drugiej jednak, rozbrzmiewające hasło pozytywnego myślenia może prowadzić do osamotnienia w naprawdę trudnych sytuacjach oraz nierealistycznej oceny własnej sytuacji.
Przypomina się tu dowcip o pewnym charyzmatycznym pastorze, dla którego głoszenie idei pozytywnego myślenia – niezależnie od tego, co się wydarza – stało się życiową misją. Kiedy zmarł, a jego słuchacze i wielbiciele z czasem za nim podążyli, z ogromnym zdumieniem odnaleźli go w piekle. „Jak to mogło się stać? - pytali wstrząśnięci. Rozumiemy, że my trafiliśmy do tego miejsca. Ale Ty?!”. „Ja? – zdziwił się pastor. Mnie tu nie ma, mnie tu nie ma, mnie tu nie ma..”.
Nauka i praktyka są zgodne, że nie tyle same wydarzenia, ale nasz stosunek do nich nadaje im barwę emocjonalną. Proszę sobie choćby przypomnieć jedną z ostatnich scen filmu „Grek Zorba”? Co robi bohater tracąc wszystko? Czy szaleje, rozpacza, wyrywa włosy z głowy lub złorzeczy losowi? Otóż nie. W pamięci na długo pozostaje jego taniec - manifestujący nadzieję i nie poddającego się ducha – wyraz zwycięstwa życia nad zniszczeniem i przemijaniem.
Niewielu z nas ma niestety tak stoicki stosunek do tego, co się wydarza i gotowość afirmacji życia wbrew jego niespodziankom i zakrętom. Zmieniamy się jednak pod wpływem nowych okoliczności i obserwacji postaw innych, eliminując powoli nieefektywne zachowania. Przynajmniej tak być powinno. Przydatne okazuje się tu krytyczne, trzeźwe myślenie, które jest również doskonałą metodą redukcji napięcia psychicznego.
Jeśli dobrze się zastanowimy okaże się, że wiele obaw i lęków wynika z naszych własnych myśli, niewłaściwie interpretujących sytuacje, w jakich się znajdujemy oraz wydarzeń, jakie przeżywamy. Wiele napięć lękowych powstaje między innymi stąd, że wydaje nam się iż my sami lub inni powinni zachowywać się w określony sposób. A jeśli tak się nie dzieje mamy poczucie niedopasowania, ośmieszenia czy ustawienia (się) na straconych pozycjach. Bywa, że oczekujemy od siebie zbyt wiele i podobne oczekiwania żywimy wobec innych. Trudno wówczas nie czuć się zawiedzionym.
Skorygowanie choćby części z tych utrwalonych przekonań może w rozsądny sposób zmienić nasze podejście do życia, czyniąc nas pogodniejszymi i zdrowszymi. Zanalizujmy na przykład oczekiwanie, że inni zawsze będą odnosili się do nas życzliwie i aprobowali to, co robimy.
To niewykonalne. Lepiej wybrać sobie grono przyjaciół i wartościowych znajomych, z którymi łączy podobny sposób myślenia i odbierania rzeczywistości. Jeśli każde chłodniejsze spojrzenie wprowadza nas w stan niepokoju, trzeba przyjrzeć się poczuciu własnej wartości.
Wiele ponurych myśli i zmartwień przysparza nam inne, równie powszechne przeświadczenie, że powinniśmy być zawsze kompetentni, działać skutecznie i adekwatnie do sytuacji, wykazując się przy tym inteligencją i błyskotliwością. Codzienne doświadczenie pokazuje jednak , że – mimo inteligencji i wiedzy - bywamy różni wobec różnych ludzi, a także w różnych sytuacjach. Zdarza się, że z niezależnych od siebie przyczyn - zawodzimy samych siebie. Bywa też, że zawodzą nas ci, do których się zwracamy. Zwłaszcza, jeśli nie rozumieją co się do nich mówi, a najbardziej nawet dowcipne czy inteligentne stwierdzenie zwyczajnie do nich nie trafia. Nie bez powodu ostrzega się, żeby nie uczyć świni śpiewać, bo straci się tylko czas i zdenerwuje świnię.
Jeszcze inne przekonanie głosi, że nieszczęścia i szczęścia, jakie nas spotykają są wynikiem działania sił wyższych lub zewnętrznych, wobec których jesteśmy bezradni. Nie mamy na nie wpływu i nie możemy ich kontrolować.
Okazuje się, że przy takim nastawieniu przesadnie uzależniamy się od okoliczności. Praktyka życiowa pokazuje, że ponad 9O% przykrości i nieszczęść, jakie nas spotykają jest zawiniona przez nas samych. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, koncentrując się przede wszystkim na emocjonalnym przeżywaniu skutków swoich działań, natomiast pomijając przyczyny, które do tych skutków doprowadziły.
Jak z tego wynika, nasza pomyślność zależy w dużej mierze od naszego nastawienia do życia (i tu właśnie powinno być ono pozytywne), ale także pracy nad sobą i trzeźwej oceny rzeczywistości.
Zuzanna Celmer
|