
Progi warszawskiego Duet Centrum przekroczyłam w sierpniu 2007 roku. I choć wcześniej wiedziałam o jego istnieniu z Gazety Wyborczej, nigdy nie pomyślałabym, że kiedyś i ja się w nim znajdę w poszukiwaniu partnera. A więc skąd ten pomysł? Ku mojemu zdziwieniu, z taką inicjatywą wyszła moja córka; „Mamo, ja chodzę na randki, ty też w końcu zacznij!”. Byłam bardzo zaskoczona, ale jednocześnie czułam się szczęśliwa, że dorastająca córka myśli również o mnie, o moim życiu, o moim szczęściu.
Przez szesnaście lat poświęciłam się jej wychowaniu; nieformalna znajomość z ojcem Elizy rozpadła się, gdy córka miała trzy lata. Eliza stała się najważniejsza; wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że kiedyś przyjdzie taki moment, w którym i ja zacznę odczuwać samotność. Choć jestem zaradnym i silnym człowiekiem, jestem też kobietą – wrażliwą, czułą, romantyczną. Bez względu na wiek i przeszłość, każdy potrzebuje bliskości drugiego człowieka, nikt nie jest stworzony do życia w samotności.
Po kilku spotkaniach za pośrednictwem Duetu powoli traciłam nadzieję, że poznam mężczyznę na dłużej niż tą jedną przysłowiową kawę; choć do końca programu zostało jeszcze sporo czasu, mnie kończył się zapał i wiara, że poznam wartościowego mężczyznę. Trudno, nie wszystkim przecież się udaje. W lutym 2008 roku dostałam kolejną wiadomość od Duetu z prośbą o kontakt. „Czyżby kolejna propozycja?” – pomyślałam. Wtedy właśnie po raz pierwszy usłyszałam o Januszu. I choć nie byłam przekonana do tego spotkania, po długich namowach Pani Ewy, zaufałam Jej i zgodziłam się na wymianę numerów telefonów..
Panna samotnie wychowująca dorastającą córkę i rozwiedziony mężczyzna bez dzieci – czy to się może udać? Na pewno nie! No cóż, ale skoro już zgodziłam się, pójdę na to spotkanie.
Przysłowiowa kawa z Januszem była początkiem… pięknej, dojrzałej miłości, która trwa do dziś. Panna z dzieckiem i bezdzietny rozwodnik „z odzysku” – niemożliwe? A jednak udało się! I choć nie wszystko było idealne, prawdziwe uczucie nie zna granic, których razem nie dałoby się pokonać..
11-14 czerwiec 2009, wyjazd plenerowy na Mazury w gronie najbliższych i… nasz Ślub…
Agata i Janusz