
Mam na imię Marcin, jestem czterdziestoletnim rozwodnikiem, ojcem trzynastoletniej Ani i ośmioletniego Piotrusia. Na co dzień mieszkam w niewielkiej miejscowości pod Krakowem i prowadzę małą firmę budowlaną. Zwyczajny facet po przejściach; gdy przed paroma laty straciłem pracę, wspólnie z żoną zadecydowaliśmy, że jedynym rozwiązaniem będzie wyjazd za granicę. Żona wychowywała dzieci w Polsce, a ja pracowałem w Szwecji. I tak przez cztery lata. Mieliśmy plany, marzenia; o większym mieszkaniu, o otwarciu swojej działalności. Niestety małżeństwo nie wytrzymało zbyt długiej rozłąki i w 2007 roku podjęliśmy wspólną decyzję o separacji, później o rozwodzie.
W katowickim Duecie znalazłem się na początku 2008 roku. Już wcześniej zastanawiałem się nad skorzystaniem z usług takiej instytucji; niedaleko miasteczka, w którym mieszkam jest jedno biuro matrymonialne, ale bałem się braku anonimowości. W małych miejscowościach ludzie się znają, a ja nie chciałem, aby wszyscy mieszkańcy naokoło plotkowali, jak to Pan Prezes korzysta z instytucji swatki. Poza tym moja żona była Ślązaczką i nie miałem nic przeciwko temu, aby kolejna partnerka pochodziła właśnie z tych rejonów. A i do Krakowa przecież rzut beretem.
Umówiłem się na spotkanie, przyjechałem do Katowic. Czułem się trochę zmieszany, ale rozmowa z konsultantką biura utwierdziła mnie w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję. Pamiętam jak dziś jej słowa: „Jest Pan tutaj, bo chce Pan zmienić coś w swoim życiu, otworzyć nowy rozdział”. Kiedy zapytałem o kobiety, które korzystają z usług biura, Pani konsultantka jako przykład podała mi Panią Magdę. „Dziewczyna cztery lata młodsza ode mnie, rozwiedziona, matka dwunastoletniego chłopaka. Blondynka o piwnych oczach, ciepła, wrażliwa, rodzinna” - tak ją zapamiętałem.
Po niespełna dwóch tygodniach przedstawiono mi pierwszą propozycję. I tak oto poszedłem na pierwszą randkę z Anią. Było miło, ale chyba oboje czuliśmy, że nie nadajemy na tych samych falach. Ja – skromny chłopak, który przez parę lat harował fizycznie za granicą, trochę nieśmiały, bardzo rodzinny. Ona – bardzo wykształcona, niezależna, przedsiębiorcza kobieta. Wiedziałem, że nie mam chyba czym jej zaimponować...
Na drugi dzień zadzwoniłem do biura, aby zdać relację ze spotkania. I wtedy pomyślałem o Magdzie. Czy jest szansa, abyśmy się poznali? Taką szansę dostałem tydzień później…
W Magdzie spodobało mi się wszystko; jej wielkie brązowe oczy, okrąglutka buzia, jej uśmiech, jej głos. Nawet jej różowa bluzeczka, choć nigdy nie lubiłem tego koloru u kobiet. Im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej nabierałem przekonania, że właśnie takiej dziewczyny szukam – wrażliwej, delikatnej, uśmiechniętej, kobiecej. Tylko co Magda myśli o mnie? Długo nie musiałem jej namawiać na drugie spotkanie.. i trzecie, i czwarte. Jesteśmy razem już ponad rok i mam nadzieję, że tak już zostanie...
Dziękujemy Duet Centrum! M&M