Na życzenie przyjeżdzamy do klienta
Historie z Happy Endem
Pierwsze wrażenie
Patrycja zrobiła na mnie piorunujące wrażenie już na fotografii. Pomyślałem wtedy, że jeśli rzeczywiście wygląda tak jak na zdjęciu, to zapowiada się naprawdę ciekawie. Problem w tym, że rzeczywistość – przynajmniej na początku – wyglądała trochę inaczej.
Po wymianie kontaktów postanowiłem działać jak człowiek cywilizowany – zadzwoniłem. Cisza.
Zadzwoniłem drugi raz. Dalej cisza.
Napisałem wiadomość. I… też cisza.
Wtedy przemknęła mi przez głowę bardzo życiowa myśl: „No tak… z ładnej miski się nie najesz.” Uznałem, że najwyraźniej Patrycja nie jest zainteresowana, więc nie ma sensu się narzucać. Przekazałem swoje odczucia konsultantce prowadzącej mój program i powiedziałem wprost: „Darujmy sobie ten kontakt. Nic z tego raczej nie będzie”.
Sprawa była dla mnie zamknięta. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiedy po jakimś czasie dostałem kontakt do innej dziewczyny i zacząłem się już mentalnie przestawiać na nowe znajomości, nagle – zupełnie nie wiadomo skąd – odezwała się Patrycja.
I to nie tak, że napisała jedno zdanie. Nie. Patrycja włączyła tryb turbo.
Wiadomość za wiadomością, pytanie za pytaniem, komentarz za komentarzem. W ciągu kilku minut nadrobiła całe to wcześniejsze milczenie z solidną nadwyżką. Siedziałem z telefonem w ręku i czytałem ten potok słów z coraz większym zdziwieniem.
Pomyślałem wtedy: „Okej… to chyba jednak nie jest dziewczyna dla mnie”. Aż w końcu, po całym tym komunikacyjnym maratonie, pojawiła się krótka wiadomość:
„Marek, jutro o 18? Starka na Józefa?” Chyba nawet nie miałem odwagi odmówić.
Następnego dnia szedłem na to spotkanie z nastawieniem raczej… neutralnym. Bez wielkich oczekiwań. Raczej z ciekawości niż z przekonania, że wydarzy się coś szczególnego.
A potem Patrycja weszła do restauracji.
I w ciągu pierwszych dziesięciu minut rozmowy zrozumiałem, że wszystko, co sobie wcześniej poukładałem w głowie, kompletnie nie ma sensu. Okazało się, że brak odpowiedzi na moje telefony miał bardzo prozaiczne wytłumaczenie, a za tym całym „komunikacyjnym tornadem” stoi po prostu bardzo energiczna, szczera i niesamowicie naturalna kobieta. Rozmowa potoczyła się tak lekko, jakbyśmy znali się od lat.
Planowana godzina zamieniła się w trzy.
A gdy wychodziliśmy ze „Starki”, oboje mieliśmy wrażenie, że to spotkanie zdecydowanie nie może być ostatnim.